Menu Zamknij

Artykuł „Kościół w obliczu koronawirusa”

Cały świat walczy z koronawirusem, instytucje państwowe wydają nowe obostrzenia, które mają uchronić nas przed najgorszym scenariuszem. W wielu państwach zostały zamknięte miejsca publiczne, na których gromadzili się ludzie. Obok galerii handlowych, kin, teatrów są to także kościoły. W Polsce ta bezprecedensowa decyzja obowiązuje od III Niedzieli Wielkiego Postu. Wracając do wypowiedzi ks. Kamila, który skierował do nas w tamtym czasie kilka słów, zdecydowanie się zgadzam, że w tych momentach odczuwa się pewien brak, uczucie wzruszenia, czy porywu serca spowodowane brakiem możliwości uczestnictwa w Mszy Świętej z innymi wiernymi sposób, do jakiego byliśmy od wielu lat przyzwyczajeni. 

Niesamowity wydźwięk ma też to, że walka z wirusem w naszym kraju wypadła w czasie Wielkiego Postu. Obraz dzisiejszego świata można porównać do słów autora starożytnej homilii na świętą i Wielką Sobotę: „Co się stało? Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka. Cisza wielka, bo Król zasnął. Ziemia się przelękła i zamilkła, bo Bóg zasnął w ludzkim ciele (…)”. W Wielką Sobotę, po Liturgii Męki Pańskiej, w kościołach nie odprawia się Eucharystii. Pewną analogię możemy dostzrec w obecnej, ciężkiej sytuacji. Opustoszałe miasta, zamknięte lokale, sporadycznie pojawiający się ludzie na ulicach. Wszyscy oczekujemy na zakończenie pandemii i powrót do naszej szarej rzeczywistości, do której tak bardzo się przyzwyczailiśmy. Ale czy będziemy mieli do czego, a zwłaszcza do kogo wracać?

Kilkanaście dni temu media obiegło zdjęcie papieża Franciszka idącego w samotności ulicami Rzymu. To bardzo wymowny obraz ukazujący, że Kościół tak naprawdę składa się z ludzi, z każdego z nas, którzy uczestniczymy w  życiu całej Wspólnoty. Franciszek, jak dobry pasterz szukający owiec, nie zostawia ich samym sobie. Plac św. Piotra wypełniony milionami ludzi aktualnie świeci pustkami. Papież symbolicznie błogosławi z pozoru pusty plac. Jednak jego błogosławieństwo dociera także do nas, do tych, którzy modlą się we własnych domach wzywając miłosierdzia Boga w tej trudnej sytuacji.

Kolejnym fragmentem przytoczonej wcześniej homilii są słowa: „Idzie (Chrystus), aby odnaleźć pierwszego człowieka, jak zgubioną owieczkę. Pragnie nawiedzić tych, którzy siedzą zupełnie pogrążeni w cieniu śmierci; aby wyzwolić z bólów niewolnika Adama, a wraz z nim niewolnicę Ewę, idzie On, który jest ich Bogiem i synem Ewy”.  Poza realnym zagrożeniem dla zdrowia – koronawirus jest poważnym wyzwaniem duszpasterskim dla Kościoła. Emerytowany arcybiskup Mediolanu, kard. Angelo Scola uważa, że „Epidemia koronawirusa, poza wymiarem choroby, z którą należy walczyć, stanowi szczególną okazję do postawienia sobie pytania o sens życia”. Trzeba przyznać, że wielokrotnie podczas rekolekcji wielkopostnych kapłani często stawiają tezę: „Może nadchodzące Triduum Paschlane jest naszym ostatnim. Czy jesteśmy gotowi na to, że umrzemy?”. Przeciwnicy mogą powiedzieć, że chrześcijaństwo się kończy, bo: „Gdzie są wierni?”, „Po co księża do pustych kościołów?” – Ale czy my – wierni – wierzymy w zbawczą misję Kościoła i czy dążymy do jak najlepszego przygotowania się na spotkanie z Bogiem twarzą w twarz?

„Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus”.

Na szczęście istnieje także wymiar duchowy tej „fizycznej pustki” w kościołach oraz na placu watykańskim. „Poprzez brak dostępu do obrzędów Wielkiego Tygodnia, niemożliwość fizycznego udziału w nich powinniśmy odnaleźć sposób na głębokie, wewnętrzne i bliskie spotkanie z Panem, aby także wejść w kontakt z Kościołem (…). Wierzę, że Duch Święty nie oszczędzi nam łask, aby przeżyć pięknie i głęboko ten Wielki Tydzień, pomimo smutku żałoby, choroby i dramatu, którego rozmiarów, a przede wszystkim czasu trwania nie znamy” – wskazał kard. Beniamino Stella. Można powiedzieć, że aktualnie wszyscy jesteśmy na „pustyni naszego dotychczasowego życia”. Wszystkie nasze plany zostały wywrócone do góry nogami. W tych chwilach warto zastanowić się, dlaczego zostaliśmy tak zaskoczeni. Odpowiedź jest prosta, ale trudna do zaakceptowania. Przecież każdy z nas mimo wszystko żyje egoistycznie, myślimy głownie o sobie i najbliższych oraz o naszych wygodach korzystając dumnie z konsumpcjonizmu, który nam świat nachalnie proponuje. Niekiedy w ogóle nie angażujemy się w działania na rzecz pomocy drugiemu człowiekowi. Idąc ulicą mijamy innych obojętnie, czasem i z dystansem, oschle i ozięble. Czy zatem widzimy w drugim człowieku Boga?

 
Można zauważyć, że ludzie zawsze jednoczą się w tragicznych chwilach, zjednoczeni w cierpieniu czy to wojny, klęsk żywiołowych, czy właśnie choroby. Szukają sensu także w oparciu o siły wyższe – „Jak trwoga to do Boga”. Co znaczy nasze życie, nasze osiągnięcia, plany i marzenia w zderzeniu z losem, na który tak jak obecnie nie mamy wpływu? Może to dziś jest ten czas, kiedy zakończy się nasz wieloletni post, gdzie nie zawsze z pełnym przekonaniem wierzyliśmy w Boga? Kolejne Triduum Paschalne mijało, a my ciągle znajdowaliśmy się w naszym duchowym bagienku, z którego nie chce się wyjść, bo jest nam tak dobrze, gdy myśli się tylko o sobie. Może jest to moment, aby w końcu odżyła nasza gorliwa wiara i szansa, by odkryć w drugiej osobie naprawdę człowieka, którego nie mogę traktować lepiej niż powietrze. Każdy ma takie samo prawo do życia jak Ty, czy ja. Nikt z nas nie jest lepszy i sami nie możemy dzielić świata na dwie strony. Może nasza wiara została uśpiona przez monotonne życie, które można opisać w skrócie: praca – dom – praca – i tak w kółko? Z drugiej strony może to dziś jest ten czas, kiedy zakończy się nasz wieloletni post, gdzie dotąd występowaliśmy jako przegrani? Na pewno nikt z nas nie chciałby usłyszeć na Sądzie Ostatecznym od Boga słów: „Przyjacielu, po coś przyszedł?” lub podobnych.

Podczas Liturgii Wigilii Paschalnej, po poświęceniu ognia następuje moment wniesienia Paschału do ciemnego kościoła, a wierni w tym czasie mogą odpalić od niego własną świecę i tak blask światła roznosi się po całym kościele. Dobrze to widać w parafiach, gdzie Wigilia jest sprawowana po zmierzchu, gdy faktycznie światło rozpromienia ciemności świątyni. Wspomniany moment możemy zestawić z aktualnymi wydarzeniami – spróbujmy go przenieść na sferę ducha. Sprawą konieczną jest dzisiaj pogłębić nasze życie duchowe i prawdziwie uwierzyć w Chrystusa (symbolem jest Paschał), aby wzbudzić naszą wiarę (symbol zapalonej świecy każdego z nas) i przekazywać ją (wiarę) innym w codzienności naszym postępowaniem i uczynkami (symbol rozprzestrzeniania się światła po świątyni). 

Czyż nie jest prawdą, że nocą łatwiej iść drogą w świetle? Jedna świeca rozświetli nasz czubek nosa i zobaczymy to, czego normalnie widzieć w ciemności nie mogliśmy. Lecz kilka / kilkanaście / kilkaset świec, jedna obok drugiej daje już naprawdę spory blask. Oczywiście, nadal można iść w ciemności, ale czy warto? Czy warto trwać w ciemności grzechu i bać się „co będzie jutro, bo przecież tak ciężko na to pracowałem?” W tym trudnym czasie życzmy sobie wiary, głębokiej wiary w Chrystusa, który zmartwychwstał, prawdziwie zmartwychwstał!

 

Dziękujemy Tomaszowi z redakcji „Ślad” za udostępnienie powyższego artykułu.