Menu Zamknij

Złodziej Mateusz – jesteś pewny?

Kochani, w tym tygodniu biblijnym może znajdziemy czas, by usiąść nad Pismem Świętym. Może wspólnymi siłami i motywując się wzajemnie na nowo odkryjemy piękno i bogactwo tej wyjątkowej Księgi.

Od wczoraj chodzi za mną Mateusz. I trochę zacząłem mu się przyglądać.

Co o nim wiem?

Imię Mateusz z języka hebrajskiego to Mattenai (w skrócie Mattai), co znaczy „dar Jahwe”, „dany przez Boga”. Ale w ewangelii św. Marka – Mateusz nosi drugie semickie imię Lewi, co tłumaczy się jako „dołączony do kogoś”, „związany z kimś”, „towarzysz”.

Mateusz jest Żydem, pochodzącym z pokolenia Lewiego. W ewangelii św. Marka znajdujemy wzmiankę, że jest synem Alfeusza (Mk 2,14-17), a co za tym idzie, ma brata – Jakuba Mniejszego, który też był synem Alfeusza. W Kafarnaum wykonywał zawód celnika, dzierżawcy prawa do ściągania podatków i opłat na rzecz Rzymian (Mt 9,9).

Co mnie u Mateusza nurtuje? Jego zawód.

A mianowicie, w czasach cesarstwa poborcy podatkowi ściągali w imieniu skarbu państwa podatki bezpośrednie, tzw. „per capita”, otrzymując odsetki od ściągniętych sum. Czasami zatrzymywali dla siebie podatki pośrednie. Zawód ten dawał duże możliwości wzbogacenia się kosztem płatników i stąd budził niechęć i wzgardę ludu do poborców (zob. Mt 9,11; 11,19). Niektórzy wykluczali celników spośród synów Abrahama, a zadających się z nimi uważali za nieczystych (zob. Mt 18,17; Łk 19,9).

I co w tym takiego ciekawego? Poza tym, kto lubi poborców podatku, w dodatku złodziei?

A skąd założenie, że Mateusz był złodziejem? Jak poborca to złodziej. Wszyscy są tacy sami. Tak doskonale znane jest mi to uogólnianie i wrzucanie wszystkich do jednego worka.

„Każda żona to wiedźma”, „każdy facet to pijak i zdrajca”, „każdy ksiądz to biznesmen i Bóg wie kto jeszcze”, „każdy lekarz to łapówkarz”, „każdy cygan to złodziej”, „każdy Polak to malkontent”.

Czy tak naprawdę jest? Czy przypadkiem nie posługujemy się uogólnieniami, bo tak nam łatwiej, wygodniej, bo z góry mamy wyrobione zdanie lub ktoś nam je podsunął, a tym samym nie wymaga to od nas myślenia, zadania sobie trudu poznania. Największy problem jest w tym, że musielibyśmy się przyznać do tego, że niestety byliśmy w błędzie? I pasowałoby powiedzieć słowo PRZEPRASZAM! Ale kto z nas lubi się mylić? Kto z nas lubi przepraszać? A co dopiero zmienić swoje myślenie, czy też siebie?

To jaka jest prawda?

Mateusz musiał odczuwać wzgardę, z jaką faryzeusze, pobożni Żydzi i mieszkańcy Galilei odnosili się do celników.

Pomyślmy: Kto z nas zaprosiłby sąsiada na kolację, zakładając, że ten niszczy nam reputację, nazywa nas oszustem, złodziejem? Myślę, że jednomyślnie omijalibyśmy go szerokim łukiem, a może by i dostał po zębach.

Zwróćmy uwagę, że Jezus zobaczył Mateusza i od razu rzekł do niego: „Pójdź za mną!”, dlatego skłaniam się do postawienia tezy, że Mateusz swój zawód wykonywał uczciwie. Podobnie jak niejeden z nas w swoim życiu postępuje uczciwie i właściwie, pomimo „nowych trendów”.

Życzliwość Jezusa, nie oceniającego ludzi według utartych schematów, skłoniła Mateusza do zaproszenia Go na ucztę. Jezus nie zmuszał do porzucenia zawodu celnika, ale podobnie jak Jan Chrzciciel nakłaniał, by wykonywano go sprawiedliwie. I myślę, że dlatego do Mateusza przyszło na ucztę tylu celników i grzeszników, by usłyszeć, że da się żyć inaczej.

Nie jest sztuką ocenić kogoś i pokazać mu: źle postępujesz, źle robisz! Sztuką jest pokazać człowiekowi: możesz postąpić inaczej!

Każdego dnia mogę wytykać komuś jego wady, błędy, niedociągnięcia, głupotę, postępowanie, braki! Ale mogę każdego dnia pokazać, mówić, uświadamiać: możesz postąpić, zrobić, żyć inaczej!

Pytanie, co przychodzi mi łatwiej? I co daje mi większą satysfakcję?